Dwa oblicza związkowca

Trudne wyzwanie

Marta pracowała jako dyrektor HR w firmie produkcyjnej od niedawna. Swój czas dzieliła między centralę w Warszawie i zakład produkcyjny, położony ok. 100 km od stolicy. W każdym tygodniu, dwa lub trzy dni, spędzała w zakładzie, pozostałe zaś w biurze warszawskim. Spółka giełdowa, po przeprowadzonej prywatyzacji, miała wiele problemów, z którymi należało szybko się uporać.

Oferowany asortyment, mimo że zawierał kilkaset pozycji, był mało atrakcyjny dla klientów. Skutkowało to ogromnymi zapasami towaru, piętrzącymi się na placu przed zakładem. Droga dojazdowa od bramy do głównego wejścia stawała się coraz węższa, obstawiona szczelnie z obu stron zafoliowanymi europaletami. Pracownicy, złośliwie nazywali ją „Aleją Byłych Prezesów”. Na dodatek, konkurencja na rynku działała bardzo prężnie, systematycznie zabierając kolejne procenty udziałów rynkowych. Sytuacji nie był w stanie rozwiązać mało efektywny zespół sprzedażowy, a zakład trapiły problemy z ponadnormatywnym poziomem raportowanych nadgodzin.

I jakby tego było mało, w wielkich, nie najnowszych już halach produkcyjnych, borykano się z problemami czysto technicznymi, m.in. z trudem utrzymując odpowiednią temperaturę, która była jednym z niezbędnych czynników dla zachowania procesu technologicznego.

 Nieoczekiwany prezent

Marta miała w swoim zespole kierownika ds. Kadr, kierownika ds. Płac i kierownika ds. Administracji. W organizacji funkcjonowały dwa związki zawodowe. Związek branżowy oraz NSZZ „Solidarność”. Przewodniczący obu związków nie świadczyli pracy na rzecz firmy, byli pełnoetatowymi związkowcami. Już od pierwszego spotkania postanowili wykorzystać fakt, że pojawiła się w firmie nowa osoba, którą szybko należało owinąć sobie wokół palca. Okres był gorący, bo zbliżały się wybory do władz związkowych. Chcieli więc pokazać organizacji jak sprawnie i nieugięcie walczą o pracowników i ich przywileje. Mimo przyjaznej atmosfery prowadzonych rozmów i dużej otwartości ze strony Marty, związkowcy przygotowali Marcie powitalną niespodziankę.

Niespodzianka, miała postać kobiety w średnim wieku, ubranej w szary kostium , o poważnym obliczu i takimż spojrzeniu błyskającym spod okularów. Na zaproszenie Związków zawodowych, w zakładzie zjawiła się pani inspektor Państwowej Inspekcji Pracy. Sumiennie wykonując swoje obowiązki, rozpoczęła od skontrolowania czasu pracy pracowników i wykorzystania urlopów w okresie poprzedzającym zatrudnienie Marty.

Niedługo po objęciu stanowiska, Marta zorientowała się, że w tych aspektach zdarzyło się wiele nieprawidłowości i zdążyła już rozpocząć działania mające na celu niedopuszczenie do ich wystąpienia w przyszłości. Niestety, pani inspektor nie chciała wziąć tego pod uwagę, argumentując, że kontrola dotyczy wcześniejszego okresu i że w związku z tym jest zmuszona wystawić mandat.

Co dziwne, bardzo zależało jej na ukaraniu konkretnej osoby, pani Krystyny, Kierowniczki ds. Kadr. Marta, nie chciała się na to zgodzić, bo była przekonana, że wina nie leżała po stronie Krystyny. Zdążyła się też zorientować, że związki zawodowe w jawny sposób okazywały niechęć do pani Krystyny, bo potrafiła powiedzieć wprost co o nich myśli. Cała sytuacja zaczęła wyglądać, jak szczegółowo przygotowany plan.

Ostatecznie mandat został wystawiony na Martę. Tak więc po raz pierwszy w życiu została ukarana i to za przewinienia, z którymi nie miała nic wspólnego. To było dla niej trudne przeżycie. Pełna emocji, ze łzami w oczach podpisywała dokument. W głębi duszy jednak, czuła, że to było najwłaściwsze rozwiązanie.

Następnego dnia w gabinecie Marty pojawili się przedstawiciele związków zawodowych.

– Dlaczego to Ty dostałaś mandat? – zapytali od progu – przecież to Krystyna powinna być ukarana.

– A dlaczego Krystyna? – odpowiedziała – Przecież, to nie ona podejmowała decyzje o nadgodzinach, czy nie zgadzała się na urlop. To do dyrektorów i kierowników należy zarządzanie czasem swoich podwładnych.

Panowie zamilkli.

Zmiany, zmiany, zmiany…

Po kilku dniach ogłoszono wyniki wyborów związkowych. Nastąpiła zmiana na pozycji przewodniczącego jednego ze związków. W miejsce starego działacza pojawiła się nowa osoba. Stanisław, nowy przewodniczący, natychmiast pojawił się w gabinecie Marty. Przedstawił się i z miejsca wypalił: Wiem jakie wynagrodzenie miał mój poprzednik i jako nowy przewodniczący, ja powinienem zarabiać tyle samo!

Marta opanowała emocje.

– Nie wiem skąd masz takie informacje, ale nawet jeśli tak było, to wynagrodzenie odzwierciedlało jego staż pracy, wiedzę, doświadczenie, które zdobył jeszcze przed pracą związkową. Ta pensja nie jest przypisana do pozycji przewodniczącego – Marta nie chciała się zgodzić, z przedstawioną w tezie, logiką.

– To pójdę do prezesa – krzyknął Stanisław i wyszedł.

O zaistniałej sytuacji, Marta, uprzedziła prezesa. W zakładzie, były planowane zwolnienia grupowe i nie chciał mieć wroga w przewodniczącym związku. Zgodził się na podwyżkę.

W tym samym czasie, Krzysztof, który w wyniku wyborów, właśnie stracił funkcję przewodniczącego, zupełnie nie zamierzał rozstać się ze swoją uprzywilejowaną pozycją. Skrzyknął więc kolegów i w dziesięć osób założyli kolejny związek zawodowy. Przy stole pojawił się trzeci gracz.

Czas próby

Rozpoczęła się procedura zwolnień grupowych. Marta, zgodnie z zasadami, powiadomiła związki zawodowe, zadbała o odpowiednie zakomunikowanie planowanych działań pracownikom, dostarczono powiadomienia do Urzędu Pracy.

Pracodawca miał intencje zapewnienia jak najlepszych warunków odejścia dla zwalnianych pracowników. W planach, były wyższe odprawy niż te przewidziane ustawowo. Firma wzięła na siebie pomoc pracownikom w zdobywaniu nowych kwalifikacji, współpracę z urzędem pracy i szereg innych działań osłonowych

Zgodnie z komunikowanym harmonogramem procesu, związkowcy mieli ustawowo zapewniony czas na negocjacje warunków zwolnień grupowych. Okazało się jednak, że przyświecały im jednak inne cele. Odrzucali wszelkie argumenty przemawiające za potrzebą przeprowadzenia zwolnień. Zamiast przystąpić do rozmów, zaczęli unikać spotkań. I w końcu przegapili datę graniczną, przewidzianą ustawowo na konsultacje. Stracili szansę powalczenia o pracowników. Tylko Grzegorz przewodniczący związku branżowego czuł się z tym źle i nie krył rozczarowania. Pozostali panowie, w żaden sposób, nie upatrywali swojej winy w zaistniałej sytuacji.

W karierze Marty, była to jedna z kilku firm, w których miała styczność ze związkami zawodowymi. Pracując w firmach, w których zarządzający przywiązywali dużą wagę do kultury organizacyjnej, odpowiedniego stylu zarządzania, szacunku i prawdziwej dbałości o pracowników nie mogła się nadziwić dlaczego związki zawodowe istnieją, a pracownicy decydują się płacić składki.

Tym razem szokował ją fakt, że w przedsiębiorstwie, w którym związki mogły zrobić wiele dobrego w trudnej sytuacji, żaden z nich nie zatroszczył się tak naprawdę o pracowników. Ich przewodniczący zadbali jedynie o własne stołki i apanaże.

Jedna twarz była dla pracowników, zupełnie inna dla pracodawcy.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s